Rajd na puszczy (dzień 1)

(wpis był uzupełniany) Dzień to pełen niespodzianek. Start odbył się o godzinie 9.00 po konsultacji i za zgodą zawodników (pierwotnie planowaliśmy starto o 8.00). Jeszcze się nie ściemniło, a już dwie ekipy musiały rzucić ręcznik.Najpierw Nonstop Adventure/Kandahar za sprawą awarii sprzętu, a późnym popołudniem z rywalizacji odpadł Tetrahedron, Tu jednak zdrowie odmówiło współpracy... Dzień w okolicach Supraśla upływa pod znakiem pięknego słońca i niesionego wiatrem chłodu.

TRACKCOURSE.COM - tego słowa nie opiszą.

Jak to na rajdach, po porannej pobudce rozpoczęły się intensywne przygotowania. Na linii startu pojawilo się ostatecznie osiem zespołów. Zabrakło na niej Czechów. Nie zabrakło dobrych humorów. Zabawa zaczęłą się od prologu. Ojciec dyrektor redaktor Igor Błachut wyliczył ten odcinek na 8,5 km. Czołowe zespoły cisnęły tam ponad 40 minut. Urozmaiceniem pieszego prologu była mapa, tzw. szwajcarka. Widniały na niej jedynie najbliższe okolice punktów kontrolnych... Nastęnie zespoły wyruszyły na pierwszy etap rowerowy. Pod rowerownią w Bukowisku, gdzie zawodnicy rozpoczynali pedałowanie dostali mapę. Musieli dojechać do momentu, w którym zmieniali mapy na tę właśnie znacznie bardziej szczegółową - pochodzącą z ubiegłorocznych mistrzostw świata w orientacji MTB, które odbywały się właśnie w tej okolicy. Po zdjęciu punktów jak gdyby nigdy nic wracamy sobie do szkoły, a tu patrzymy stoją Marek i Staszek. Niestety defekt przekreślił ich szanse i nadzieje na walkę na długiej trasie, choć nie ma tego złego...

Fajnie było, ale tylko przez chwilę. Najpierw prolog na mapie "szwajcarce" po Supraślu. Wyjechaliśmy z przepaku na 2 miejscu, by po chwili znów na szczegółowej mapie sprawnie przejechać etap rowerowej jazdy na orientację. Przejechaliśmy go cały, ale sprawnie to tylko do przedostatniego punktu, gdzie Stasiu złamał hak przerzutki. Walczyliśmy, skuwaliśmy, skracaliśmy ale nie dało się jechać, łańcuch się blokował. Zrobiliśmy więc sobie rozgrzewkę, a jutro prawdopodobnie wystartujemy na krótkiej trasie.

To napisali na swoim profilu fejsbukowym. Tamże umieścili też filmik, który udostępniliśmy na naszym profilu fejsbukowym. Tak to się kręci. Tak jak koła w rowerze Stasia już się kręcą (ma ponoć nawet zapasowy hak), tak przestało się kręcić kolano Magdy Gruziel. Startowała już z dziwnym usztywnieniem, jednak w pewnym momencie okazało się, że noga nie zapodaje. I to był wycof dnia nr 2.

18:50 Właśnie z rozstawiania punktów wrócił do bazy Igor i powiedział wpychając we własny otwór gębowy przygotowany przez Świerkosza Krzysztofa tost: szkoda, że tak szybko cisną, bo czeka ich kilka naprawdę konkretnych nawigacyjnie zagwozdek. Sami się machnęliśmy szukając jednego punktu. 

18:51 Igor właśnie poleciał dalej rozstawiać.

21:10 Z PK5 w Poczopku (tam rozgrywane były sztafety sprinterskie podczas mistrzostw świata w MTBO w 2015 r.) raportuje co jakiś czas Agnieszka Błasiak, która od mistrzostw Europy w Beskidzie Niskim pomaga nam w organizacji rajdów. Oto co napisała dosłownie przed chwilą: Czolowka wrocila z treku i wszyscy pakowali sie przynajmniej po pas w bagnie, Justyna podobno az po szyje. Z roweru dotarla 5 i 3 z 10 min roznica, 3 opowiadala o duzej wtopie nawigacyjnej. 7 skonczyla navigacje. 8 i 7 na rowerach, 8 piec minut wczesniej. Co w bazie ciekawego?

Pisownia oryginalna, co podkreślam, gdyż Aga sama tam w lesie, wilki jakieś.

Jako że tu na Wschodzie w pięknej Puszczy Knyszyńskiej ciemno choć oko wykol, noc opiszemy w oddzielnym wpisie. Dobrej nocy (przed monitorami). Śledźcie nas na trackcourse.com i naszym fejsuniu!