Historia nas oceni...

Kurz po bitwie opada. Puszcza Knyszyńska, takie mamy wrażenie i nadzieję, nie zawiodła Waszych oczekiwań. Chodzi głównie o liczne i nagłe konfrontację z przyrodą ożywioną (borostwory wszelakiego autoramentu) oraz nieożywioną (choćby ukryta w lesie bimbrownia). A także nie zawsze równą walkę z mapą i mocami wewnętrznymi.

Jeśli chodzi o frekwencję nie ucierpieliśmy na klęskę urodzaju. Na szczęście sami uczestnicy Rajdu 360 Stopni w Supraślu i okolicach przeprowadzili wewnętrzną selekcję stawiając na jakość zamiast ilości. Wystarczyło spojrzeć na listę startową, by przekonać się, że w czwartek rano na trasę wymyśloną przez Igora Błachuta wyruszyli czołowi zawodnicy Rzeczypospolitej. Z góry można było upatrywać faworytów w AR Team i Team 360 Stopni. Rozgrywka iście szachowa. Świetny wyścig w wysokiem tempie. Wygrał jednak zespół złożony z Justyny Frączek, Maciejów Dubaja i Marcjanka oraz Rafała Bogackiego. Dotarcie do mety zajęło AR Teamowi 30 godzin, 54 minuty i 42 sekundy. Oto jak podsumowali podbiałostockie przygody: 

Dziękujemy wszystkim za miłe słowa a Bartkowi za relację. Rajd rzeczywiście szybki, głównie za sprawą twardych dróg na rowerach (w większości przypadków) i stosunkowo częstych zmian dyscyplin. Oczywiście trzeba było się uwijać przede wszystkim ze względu na przeciwników, którzy nie odpuszczali do końca. Nawigacyjnie "ciekawie", problemy przysparzała nam mapa główna, ale każdy miał taką samą, więc nie ma co się tłumaczyć. Jak wspomniał Bartek nagroda specjalna wędruje do Rafała, który "napierał aż bagna uciekały" - ponoć trener Mierzwa kazał. Tereny stworzone do rajdów i znów szkoda, że frekwencja taka mała. Poniżej kilka momentów z "akcji" ... do następnego!

To tekst dla kumatych, ale z grubsza wiadomo ooooosssssschozzzziiii... Na drugim miejscu do mety dotarł Team 360 Stopni w składzie Agnieszka Korpal, Łukasz Warmuz, Irek Waluga i Marcin Zdziebło. Do mety dotarli około stu minut później (32 godziny, 36 minut i 18 sekund). Na trzecim miejscu sklasyfikowany został zespół Rajd Konwalii z czasem 39:48:54 (Kuba Molski, Weronika Biała oraz bracia Franciszek i Jacek Galla). Szac!


(zdjęcia autor: Marek Woźniczka, desperat: Staszek Odróbka)

Do mnie osobiście przemawia fakt, że zawodnicy spędzający na trasie więcej czasu (fakt, przemieszczający się wolniej...) męczą się proporcjonalnie bardziej, bo dłużej. Rajdy to specyficzny sport, w którym na zakończenie Pucharu Europy pies z kulawą nogą nie przyjdzie. Do tego nikt pod kumplami dołków nie kopie, ludzie się do siebie uśmiechają, a nawet sobie pomagają w potrzebie. To wszystko powoduje, że nasz ukochany sport staje się trochę anachroniczny. Z drugiej strony, jak już go ktoś liznął, to wie, że ciężko się go z siebie wyzbyć. Dlatego w takich momentach zawsze gratulujemy zarówno zespołom, które walczyły z trudami trasy na tyle długo, by nie zmieścić się na podium (Navigatoria, On-Sight/RajdKonwalii.pl), jak i tym skazanym przez los na pożarcie. Przede wszystkim Vajra z niezłomną Ulą Fuhrmann i Sebastianem Kołodziejem. Wielkie brawa dla Tetrahedronu, który po zdekompletowaniu zdrowotnym (Magda, Jurek - trzymajcie się i zdrowiejcie czym prędzej) pocisnął w duecie niedobitków na trasę krótką i wygrali (Maciej Więcek i Konrad Ciuraszkiewicz) oraz za podobną akcję Nonstop Adventure (Marek Woźniczka i Staszek odróbka), którzy stracili szansę na kontynuację trasy długiej (urwany hak przerzutki w nowiuśkim rowerze Staszka) lecz nie spękali na robocie i naparli aż miło na krótki i dotarli do mety na drugim miejscu.

WYNIKI NA STRONIE HARPERA 

Tamże również wyniki trasy krótkiej, o której wiem najmniej, gdyż w trakcie jej rozgrywania byłem już duchem i ciałem gdzie indziej, za co rozczarowanych przepraszam. Dlatego też poprosiłem Ojca Dyrektora Igora, że tak zrymuję, o pomoc w dostawie szczegółów. Napisał mi jak stoi: 

Na krótkiej całe podium było dla długiej (3. platz Aga Solik i Bartek Golec z ekipy Stasia), a na UKF Franek Galla w ostatniej chwili wstał z materaca, dołączył do niesparowanego chłopaka z Bednarskiej (Kosmy) i też opędzili. I mało przy tym nie zajechał młodzieńca (Franek Kosmy, znaczy się).

 

Przypominamy, że z częścią z Was widzimy się już w piątek/sobotę w Gliwicach na Rajdzie Miejskim.

Tam będzie inaczej, ale jakże fajosko!

Obiecujemy!